piątek, 30 października 2026

Gdzieś nad Łyną cz.8 (2026) - Dobre Miasto, Kłódka

Przyjeżdżamy do Dobrego Miasta. Wita nas kiczowata ramka.


Na jednym ze skwerków napotykamy dziwną "fontannę" - taka kula, po której się leje woda i można nią obracać.


Jak przystało na te tereny - mają tu gigantyczny, zamkopodobny kościół z czerwonej cegły.


Na pierwszym planie słup, taki dla kabli. Chyba dosyć stary i nietypowy. A może te obręcze mają zachęcać bociany do osiedlania się??


Można zajrzeć do wnętrz kościoła. Solidny kawał budynku - kolumny, łukowate sklepienia i ciekawy zapach - tak jakby się coś przypaliło?


Z kamiennej posadzki przyglądają się nam czachy.


Kawałek dalej stoi Baszta Bociania - fragment dawnych murów miejskich. Gniazd na szczycie już nie ma, bociany zostały tylko w nazwie...


... no i na garażach.


Zaraz przy baszcie są dawne kamieniczki rzemieślnicze - ponoć można je zwiedzać, bo działa tam coś na kształt muzeum.


Jeśli chodzi o budowle z czerwonej cegły to napotykamy też dawny spichlerz.


Nawet dwie małe kapliczki przydrożne trzymają krzyżacki klimat ;)


Odwiedzamy również stołówkę miejską, która służy nam nie tylko jako miejsce pozyskiwania pożywienia, ale również stacja ładowania baterii i punkt zborny dla ekipy, która rozłazi sie po mieście w różnych kierunkach.


Ja też się na chwilę rozłażę, aby zerknąć w zaułki, które podejrzewam, że nie leżą na głównym szlaku miejscowych atrakcji. Kolorowe garaże, podwórka, zarośnięte wysoką trawą wraki, powiewające pranie. I wieża kościoła w tle - coby był dowód, że to wciąż to samo miasto ;)


Dobre Miasto ma fajny herb - jeleń trzymający w pysku dębową gałązkę :)


Symbol ten jest chyba bardzo lubiany przez miejscowych, bo spotykamy go w różnych lokalizacjach. Jest w postaci pomnika.


Jako logo klubu sztuk walki.


Na młodzieżowych naklejkach trącających polityką.


Kierujemy się na południe, w stronę wsi Kłódka, gdzie planujemy nocować. Urzekł mnie po drodze domek nad rozlewiskiem.


Na skraju miasta mijamy ogródki działkowe - wydawałoby się takie normalne RODosy jak wszędzie. Te jednak robią na nas szczególne wrażenie i zapadają w pamięć. Pierwsze mają tablicę informacyjną, ławeczkę i manekiny - dziadka z babcią stojących obok, co nadaje im nieco dożynkowy klimat.


Gdy jednak podejdziemy bliżej, okazuje się, że to jakieś zombi! Nie mają oczu tylko przekrwione oczodoły.


Próbuję sobie wyobrazić sytuację, gdy komuś przedłużyły się wiosenne porządki w altance i wraca do domu o zmierzchu. Na działkach już pusto, a tu, aby trafić do wyjścia, musisz przejść koło tej pary. I tu nagle dziadek lekko odwraca głowę ku ścieżce... Już nie mówię o sytuacji, gdy ktoś wpadł na urodziny do kumpla i wraca z lekka zawiany - nie jego działka, więc może już zapomniał, że są tu rzeźby? Idzie, a tu ktoś stoi... Brrrr...

Drugie ogródki natomiast reklamuje tęczową rodzina - dwóch kolesi z trojgiem dzieci. Ciekawe... Zawsze mi się wydawało, że społeczność działkowców jest raczej konserwatywna - no ale Dobre Miasto widać stawia na nowoczesność ;)


Gdzieś dalej na rozdrożu stoi kolejna ceglana kapliczka.


Spotykamy rowerzystów, którzy też zaplanowali sobie trasę wzdłuż granic i są w drodze już dwa miesiące. Złapał się też stop - bez naszego udziału. Zatrzymuje się jakiś gość i pyta czy nas nie podwieść. Miłe bardzo, ale tak się dziś fajnie idzie w słoneczku, że szkoda by było jechać autem. Za jakiś czas to samo auto wraca, znów się zatrzymuje i zamieniamy kilka słów.

Idziemy wzdłuż torowiska trasy Olsztyn - Braniewo.

(zdjęcie Pudla)

...a potem szutrowymi drogami wśród pól.


Czasem trafi się jakieś jezioro...


... albo wiata na skraju wsi.


W końcu docieramy do biwakowiska nad Łyną.


Nurkuje w pobliskie krzaki w celu zbiorów opału, a natrafiam na ciekawy artefakt wrzucony w chaszcze. Ciężko go było wytargać tak obrósł różnymi pnączami. Długo musiał tam leżeć.


Tabliczka będzie jedną z atrakcji wieczoru! Czemu akurat do tego zdjęcia chłopaki opuściły gacie? ;)

(zdjęcie Pudla)

Część namiotów staje w rejonie wiat.


Inne znajdują bezpieczną przystań w przydrożnym rowie.


Wieczór spędzamy oczywiście przy ognisku. Ciepłe płomienie przeglądają się w Łynie, która pluszcze tajemniczo. Fajny biwak, ale zarazem trochę smutny - no bo ostatni...


Nasze biwakowisko nocną porą.


Rano wstajemy dość wcześnie i musimy dojść do głównej drogi, skąd mamy autobus do Olsztyna.

Mijamy rezydencję jakiegoś oligarchy, która otoczona jest najprawdziwszą fosą! Tego jeszcze nie widziałam!


Podchodzę też do ceglanej kapliczki.


Polna droga uchodzi w dal. W łąki, w lasy, ku nieznanemu i wielkiej ilości potencjalnych przygód. Tak chciałoby się nią pójść. Tak się dusza wyrywa, aby rzucić ustaloną na dziś ścieżkę i podążyć tam - ku horyzontom, gdzie las staje się szaroniebieski i zatarty.


Ale nie tym razem. Inne plany też wzywają. A w sumie lato się dopiero zaczyna! :)


KONIEC